Szymon Kantorski, poeta „skąpy”, nie rozpieszczający czytelnika wydanymi raz za razem książkami – jest autorem - tak podejrzewam - czekającym na pewnego rodzaju uwolnienie – obrazu, sytuacji, kontekstów, które mogą i chcą odświeżyć pamięć, historię, wspomnienie – wszystko jakoś bolesne, ale mające moc oczyszczającą. Tom „Kwadra” jest zbiorem, gdzie w końcu , co rzadko się dzisiaj zdarza autorom – czytamy bardzo osobiście wyłożone prawdy o sobie, myślę, że dla siebie również i bardzo są one liryczne w warstwie słowotwórczej, są zaskakujące w budowie obrazu, kompozycji zachwycającej, czystej jak kryształ:
„mogę stąd wyjechać
zamieszkać w jakimś ciepłym
miejscu blisko lodowca”
Kantorski, myślę, nie jest poetą skromnym, niepewnym. Jest twórcą świadomym, który szuka wciąż własnych tropów w poezji, mocno przecież oszczędnej, choć zwykle coś jeszcze ważnego przemyca w niewielkich tekstach. Przemyca, bo chce wciągnąć czytelnika we wszystkie „pomiędzy”. Jeśli się dacie wciągnąć, jak ja – to ciekawej, choć nie zawsze komfortowej i wygodnej podróży – życzę.
Mirka Szychowiak
Nie wiem, co tu robię – w rytuale blurba. Skoro już jestem, mogę zaświadczyć, że czytałem bez nudy i zniechęcenia, że miałem wrażenie obecności i tożsamości, że postawiona na apelowym placu rzeczywistość jest moją rzeczywistością. Już tylko tak rozpoznaję dobrą poezję – nie rozgaduje się, punktuje i dotyka. Obchodzi mnie. Prowadzi. Poza rytuał i manierę.
Karol Maliszewski