Szymon Kantorski, poeta „skąpy”, nie rozpieszczający czytelnika wydanymi raz za razem książkami – jest autorem - tak podejrzewam - czekającym na pewnego rodzaju uwolnienie – obrazu, sytuacji, kontekstów, które mogą i chcą odświeżyć pamięć, historię, wspomnienie – wszystko jakoś bolesne, ale mające moc oczyszczającą. Tom „Kwadra” jest zbiorem, gdzie w końcu , co rzadko się dzisiaj zdarza autorom – czytamy bardzo osobiście wyłożone prawdy o sobie, myślę, że dla siebie również i bardzo są one liryczne w warstwie słowotwórczej, są zaskakujące w budowie obrazu, kompozycji zachwycającej, czystej jak kryształ:
„mogę stąd wyjechać
zamieszkać w jakimś ciepłym
miejscu blisko lodowca”
Kantorski, myślę, nie jest poetą skromnym, niepewnym. Jest twórcą świadomym, który szuka wciąż własnych tropów w poezji, mocno przecież oszczędnej, choć zwykle coś jeszcze ważnego przemyca w niewielkich tekstach. Przemyca, bo chce wciągnąć czytelnika we wszystkie „pomiędzy”. Jeśli się dacie wciągnąć, jak ja – to ciekawej, choć nie zawsze komfortowej i wygodnej podróży – życzę.
Mirka Szychowiak
Przychodzi czas na „Kwadrę”…
Jak trafnie zauważa Małgorzata Południak, tę książkę trudno czytać w oderwaniu od wcześniejszych tomów – Solo, Duetów i TRI. Ciąg liczbowy nie jest tu przypadkowy, wyznacza bowiem trajektorię przechodzenia od pojedynczości, przez relację, ku wielogłosowej konfiguracji. Kwadra domyka ten cykl, nie przynosząc jednak syntezy ani harmonii. Pozostaje raczej książką napięcia, książką czujności. Bliska jest etyce słowa Paula Celana: język nie prowadzi ku zbawieniu, lecz ku odpowiedzialności za to, co nieprzejrzyste, kruche, naznaczone stratą. Kwadra okazuje się więc momentem, w którym światło i cień pozostają w napiętej równowadze.
Szymon Kantorski konsekwentnie buduje swoje miejsce w poezji współczesnej, bez chodzenia na skróty, w oparciu o rzetelność poetyckiego rzemiosła, bez autopromocji i schlebiania gustom czytelniczym. Artyzm łączy z autentyzmem. Znajduje to odzwierciedlenie w długich okresach milczenia i namysłu, uważnej redakcji wierszy, szukaniu najwłaściwszej formy wyrazu. Kantorski buduje własną, oryginalną poetykę, świadomy wagi słowa i ciągłości poetyckiego przekazu. Czerpie to, co najlepsze od klasyków (Tadeusz Gajcy, Zb. Herbert, Cz. Miłosz, Rafał Wojaczek, Tadeusz Różewicz), ale i z poezji współczesnej (Marcin Świetlicki, Krzysztof Siwczyk, Maciej Melecki). Nie waha się podejmować tematów ryzykownych, wielokrotnie przedstawianych w literaturze, a zarazem ponadczasowych i obciążonych dużym ciężarem gatunkowym (Holocaust).
Kantorski opisuje sytuacje kryzysowe, graniczne. Jest moralistyczny, nie popadając przy tym w moralizatorstwo i patos; precyzyjnie, z niemal chirurgiczną dokładnością, diagnozuje sytuacje, relacje i stan zastany, kiedy „język nie panuje już nad rzeczywistością” (M. Południak), a literatura nie zbawia. Czasem czyni to z ironią, lecz w sposób daleki od cynizmu czy intelektualnej wyższości, zachowując postawę współczucia i pokory. Jest to poezja samoograniczająca się, ascetyczna, rozgrywająca się między wizją a rygoryzmem, posługująca się zwartym, klarownym obrazem, stopklatką, precyzyjnym kadrem, na co zwracał uwagę Karol Maliszewski. Zarazem jest to poetyka wielowątkowa, uwzględniająca mnogość perspektyw: jednostkowych, społecznych, kulturowych. Uruchamia emocje i wrażliwość odbiorcy, oczyszczając i zmuszając go do wyjścia ze strefy komfortu i samozadowolenia. Nie stroni od językowych gier, polisemii i paradoksalnych skojarzeń, od akt sądowych i crash testów po katakumby ogórków. Odwołuje się też do mitologii i kodów kulturowych: hrabiów e-seksu, kosmitów, świata Tolkiena i Marvela. Zawieszona pomiędzy zwątpieniem, apokaliptycznym niepokojem (Lunaria) o przyszłość, a nadzieją, dawaniem szansy.
Stałą, ukierunkowującą dynamikę narracji Kwadry, jest zmiana, proces przechodzenia między fazami i cyklami: indywidualnymi, społeczno-politycznymi, obrzędowymi, kosmicznymi. Liminalność — stan zawieszenia między dwiema strukturami, gdzie stary porządek rozpada się, a nowy dopiero się kształtuje — staje się tu jednym z najważniejszych doświadczeń. To momenty kryzysu, niepewności i transformacji, rodzaj mistycznej „nocy ciemnej”. Językiem obiektywnym, a jednocześnie głęboko osobistym, opisuje Kantorski miejsca przejścia między młodością a starością, ciałem żywym i martwym, stanami skupienia, zdrowiem a chorobą, pomiędzy jawą i snem, nieświadomością a odpowiedzialnością i wyborem. Kwadra jest uważną i wrażliwą eksploracją momentów przechodzenia jednej formy w drugą, bardziej zapytaniem i niedopowiedzeniem, zawieszeniem — pauzą — niż rozstrzygnięciem czy interpretacją. Równie ważne jak słowo pozostaje tu milczenie, niedopowiedzenie, to, co zawiera się w interliniach.
Nieprzypadkowo zarówno w tym, jak i we wcześniejszych tomach poety, pojawiają się surrealistyczne obrazy budzące niepokój i fascynację oraz fizyczne przestrzenie liminalne — miejsca przejścia, tranzytu: osiedla, autostrady, lotniska, samotne plaże, hale, stocznie, wysypiska, podmokłe wiadukty.
Często pojawia się też w tomie autora Solo motyw światła. Światło, będące tradycyjnie symbolem życia, wieczności, dobra, niematerialności, powraca tu wielokrotnie i w różnych kontekstach: ściemnia się, jest czarną dziurą, świeczkami, których nie można zdmuchnąć, lub wątłą lampką; jest dnem światła i jasną piszczelą. Metafizycznych tropów — choćby były już tylko pogłosami sacrum — znajdziemy tu zresztą znacznie więcej: święta wojna psów, woda w trójcy, biały dzwon (nawiązanie do Johna Donne’a?), Popielec, wplecione w kontekst profanum ossuaria i w ironiczny kontekst katakumby ogórków. W jednym z tekstów pojawia się enigmatyczny stwórca, pochylony małą literą nad swoim dziełem w komputerze, do którego zapomniał hasła. Sen, który staje się jawą, i nasze niepoliczalne ciche sny, które dzielą świat na pół. Czyżby pogłos gnozy? Demiurg stwarzający wirtualną rzeczywistość, kosmiczna awaria, ludzkie ciało — materia plastikowa i krucha, jak w wizjach koszmarnych lalek z psychodelicznych bad tripów. Jak w prozie St. Lema: produkt błędu i przypadku. Możliwe, że znaczenie tytułów pierwszego i kończących tom wierszy układa się w nieprzypadkowy ciąg: Nić–Noc–Nic.
Świat przedstawiony w Kwadrze to bowiem świat po nietzscheańskiej śmierci Boga, świat kryzysów, dyskryminacji, wojen, katastrof, obojętności i anomii. Miejsce bytowania niewolników dopaminy, gdzie zwykły ludzki dotyk równa się atakowi terrorystycznemu (Susan Sontag). Nie jest to jednak obraz nihilistyczny, bo przecież pomiędzy ciszą a zagładą rysuje się nadzieja przetrwania — dom pomieszanych języków, a niedziele są nadal modne, życie rodzinne toczy się po równi w prozaicznych, wielokrotnie kontestowanych gestach i rytuałach. Może więc ta święta banalność jest warta zapamiętania i zapisania, bo jest tym, na co wciąż możemy liczyć. Podobnie jak budująca się nienachalnie, czuła relacja ojca z córką, kobiety czekające z papierosem na odejście wód płodowych, werble stóp dzieci na płycie lotniska Tempelhof, gdy książę autyzmu Franek stwarza swój codzienny logos na swoją miarę słów — wciąż jednak znaczących i potrzebnych.
Katarzyna Michalewska
Katarzyna Michalewska, urodzona w roku 1964 w Poznaniu. Poetka, tłumaczka, fotografka. Debiutowała w roku 1981 w piśmie „Poezja”. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich, nominowana w I Konkursie im. Jacka Bierezina. Publikowała m.in. w „Kresach”, „Gazecie Malarzy i Poetów”, „Protokole Kulturalnym”, „Nadodrzu”, „Miasteczku Poznań”, „Okolicy Poetów”, „Frazie”. Autorka książek poetyckich: „Melanżerja”, ”Dialog”, „Równoważnia”, ”T/a/O”, „Na granicy śniegu”, „Fantomowe ciało królowej”.