Tom „Czego nie powiem swojej córce” Anety Korycińskiej to poezja, która łączy osobiste doświadczenie z refleksją społeczną. Autorka tworzy własny język opisu macierzyństwa – język cielesny, emocjonalny i jednocześnie konkretny. Wiersze układają się w opowieść o narodzinach nie tylko dziecka, lecz także nowej tożsamości: kobiety, która staje się matką, a zarazem mierzy się z własną historią, pamięcią i dziedziczonym lękiem.
Język tego tomu jest nowatorski. Korycińska zestawia rejestry codzienności, medycyny i mitologii, by opowiedzieć o doświadczeniach trudnych do nazwania. Operuje skrótem, rytmem, repetycją i cięciem składniowym, dzięki czemu poezja nabiera dramaturgii – staje się bliska rytmowi szczerej spowiedzi.
Motyw pokoleniowości stanowi jeden z kluczy do odczytania sensów. Córka symbolizuje siłę, która przerywa ciągłość przemilczeń i wstydu; matka uosabia przetrwanie, determinację, ale też ciężar odziedziczonego bólu. Wiersze pokazują, że relacje między kobietami są pełne napięć, lecz właśnie z nich rodzi się możliwość zmiany. Trauma porodowa i rodzinna zostaje przepracowana poprzez język, który nie ucieka od trudnych tematów, lecz nadaje im sens i formę.
„Czego nie powiem swojej córce” to poezja feministyczna – nie w deklaratywnym, lecz w egzystencjalnym sensie. Autorka pisze o ciele, które staje się źródłem wiedzy, o gniewie, który przekształca się w siłę napędową, oraz o kobiecej wspólnocie, która nie potrzebuje aprobaty z zewnątrz. Pokazuje, że macierzyństwo może być przestrzenią wolności, a nie jedynie poświęcenia.
Integralną część książki stanowią kolaże autorki – czarno-białe, oniryczne, dialogujące z tekstem. Współtworzą one narrację o pamięci, utracie i odzyskiwaniu siebie.
To tom o przemianie i odwadze – o pisaniu jako formie przepracowania bólu oraz o tym, że język może stać się schronieniem. „Czego nie powiem swojej córce” to jedna z tych książek, które przesuwają granice poezji i przypominają, że słowa mają moc naprawiania świata.
Konferencja
jesteś teraz wielkości śliwki
na marginesie referatu spisuję
twoje imię, oglądam litery
dopasowuję je do wyobraźni
czekam na swoją kolej
popisu akademickiej mądrości
ale to ty, Śliwko
jesteś moją
słodką tajemnicą
—
jest we mnie życie
i śmierć jest we mnie
pierwsze mieszka w brzuchu
drugie na poddaszu
jestem domem
który musi uciekać
by zbudować schron
na to, co rośnie
i to, co już minęło.