• 1 Czerwiec 2016

Światy równoległe

Arkadiusz Kwaczek

  • Miejsce i data wydania:
    Warszawa 2014
  • ISBN:
    978-83-64530-08-1
  • Format:
    148x210 mm
  • Ilosc stron:
    68
  • Rodzaj:
    poezja
  • Oprawa:
    miękka
Rafał T. Czachorowski

Czy zastanawiałeś się, Czytelniku, na czym polega doskonałość życia i śmierci?
A jeśli polega ona na współzależności dwóch światów: świata rzeczywistego i świata serca?
Moglibyśmy w ten sposób założyć, że pierwszy z nich jest oddany życiu i chroni serce ponad wszystko, bo rezygnacja z niego miałaby śmiertelne skutki. Chroni, ale go nie karmi. I tutaj pojawia się miejsce dla drugiego świata. To właśnie on, oddany sercu, wszystko mu poświęca, aby w ostateczności złożyć z niego ofiarę, ponieważ serce jest wszystkim, co posiada, a więc jest także jedyną przepustką do nieśmiertelności. Dlatego tuczymy je jak zwierzę tylko po to, aby mogło się wykrwawić i uwolnić nas z przywiązania do ziemskich przyjemności. Trzeba by w tym miejscu zadać pytanie: co otrzymamy w zamian za nasze serce?
Są dwie drogi i obie są rozciągnięte do nieskończoności, ale tylko jedna z nich zaoferuje Ci wieczny spokój.
Czym nakarmisz serce, aby go nie zatruć; żeby nie stało się kluczem do nieurodzajnej ziemi, ale kluczem do Raju, o którym Pan Ci powiedział, że jest Jego ogrodem i nigdy nie przestanie Cię zadziwiać?
Jeżeli dostałeś imię, wybór należy do Ciebie.

ze wstępu, Arkadiusz Kwaczek

Madeleine musi nauczyć się gotować


podobno prostytutki nie potrafią gotować;
Madeleine poznałem we Francji, pochodziła z dobrego domu
dziecka. byłem dziesięć lat starszy, więc mówiła do mnie mon maître.
Bułhakow wyreżyserował nam bezcenzuralne życie. wiedzieliśmy o sobie
wszystko, zanim się poznaliśmy.


łączyła nas piekarnia. przywoziłem pieczywo, ona sprzedawała
i tak staliśmy się jednym ciałem. zacząłem dzielić życie,
jakbym stał na skrzyżowaniu i nie wiedział dokąd iść.
kontynuować pracę za grosze, skoro hobby karmi tylko sytych?


umiem pisać, mam mnóstwo czytelników, dopóki wiersze są
za darmo, zresztą tomik wcale nie świadczy o sukcesie.
Madeleine, nauczysz się gotować. zarobimy. napiszę książkę
kucharską – przecież modne jest tworzenie według przepisów.


nie wiem, czy to ta historia, gdzie na końcu zawsze jest ślub.
wolałbym, żeby to był początek albo receptura
(nie mylić z poezją) - jak kupić miłość za kromkę chleba.

 

 

Madeleine musi zobaczyć wieś


męczy mnie gwar, zagłuszający wróble ukryte w krzakach.
bełkot sąsiada karcącego psa za szczekanie. kłanianie się
lokatorom, ciągle tym samym, a coraz bardziej obcym. widok
z balkonu na śmietnik i trzepak, na którym nudzą się dzieci.

Madeleine, nie mogę się skupić, wyjedźmy na wieś. będziemy
wstawać, zanim kogut zapieje po raz trzeci, pójdziemy na grzyby,
wilgotne powietrze rozwieje sen z powiek, rzucisz palenie,
dokończę powieść. muszę się wczuć w rolę bohatera.

doiłaś kiedyś krowę? pierwszy łyk naturalnie ciepłego mleka,
smak zupy z bukietu szczawiu, składanie przedmiotów z gwiazd,
koncerty świerszczy i cykad, serenady dla księżyca, wydeptane
ścieżki w lesie jako drogowskazy i gęste krzewy porzeczek.

Madeleine, zgódź się, to tylko kilka miesięcy. nie chciałbym,
aby mój bohater przed śmiercią nie zobaczył domu rodzinnego.
niech da wiarę jak syn marnotrawny, że nawet na bruku
zawsze jest ktoś, kto nas kocha, miejsce do powrotów.

Romantyzm wcieleń

 

 

"Od słów do czynów, bracie. Przeważnie bez verba nie istnieje res. To, co wielu ludzi nazywa kochaniem, polega na wybraniu jakiejś kobiety i ożenieniu się z nią. Wybierają ją! - przysięgam ci, sam widziałem. Tak jakby w miłości mogło się wybierać, tak jakby to nie był piorun, który strzela w ciebie i zostawia cię zwęglonego na środku patio. Powiedzą, że wybierają, bo-je-kochają, ja myślę, że jest na odwrót. Nie wybiera się Beatrycze. Nie wybiera się Julii. Nie wybierasz ulewy, która zmoczy cię do suchej nitki, gdy wracasz z koncertu".[1]

 

            Te słowa mogłyby zostać wyjęte z ust podmiotu lirycznego - czy też bohatera              i narratora tej głębokiej powieści o uczuciu, jaką stanowią Światy równoległe - niczym miłość z jego serca. Piorun, który zwiastuje obecność Boga, oddala wszelkie wątpliwości, wszelką przypadkowość, naznacza miłość przeznaczeniem, nieprzemijalnością, świętością.

            Przywołanie Boga nie jest tu daremne, ponieważ już pierwsza książka Arkadiusza Kwaczka, Arkadiament, pokazuje, jak ważna jest wiara i w życiu autora, i bohatera jego tekstów. Od samego początku jest to piękny świat nowotestamentowego chrześcijaństwa opierający się na miłości, tolerancji i przebaczeniu. Pierwsze cztery części przynoszą rekwizyty pełne pokory i nadziei - syn marnotrawny, obmywanie stóp, święte kobiety, spowiedź, poświęcenie, pokuta, pogodzenie z losem, dobre modlitwy, zmartwychwstanie Chrystusa, życie wieczne i uświęcona hostia często powracająca jako chleb, bułka lub drożdżówka; w piątej części zmieniają się one w złowróżbne i niepewne - strach Chrystusa     i wątpienie w Boga, głód, słabe modlitwy, cierpienie, śmierć. W każdej części pozostaje jednak jedna stała wartość - miłość. Jeden mężczyzna i jedna kobieta, mimo różnych światów, różnych miast, różnych imion - bo nieważne, czy to Beatrycze, Julia, Heloiza, Izolda, Laura, czy Madeleine, Yuki, Bianka, Rose, Rebeka - wciąż ta sama.

            Największym romantycznym Biblijnym dziełem jest Pieśń nad pieśniami i jej zapachy odnajdujemy w każdym z wcieleń.

 

"Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym. Pędy twe - granatów gaj z owocem wybornym, kwiatem henny i nardu, nard i szafran, wonna trzcina i cynamon, i wszelkie drzewa żywiczne, mirra i aloes,                 i wszystkie najprzedniejsze balsamy. [Jesteś] źródłem ogrodów, zdrojem wód żywych spływających z Libanu".[2]

 

Madeleine

 

"Z góry widział włosy Magi, linię ramion, widział, jak trochę unosiła ręce, aby zachować równowagę, podczas gdy małymi podskokami wchodziła do pierwszej przedziałki, popychała kamień do następnej (Oliveira zadrżał, bo kamień o mało co nie wyleciał z klas, nierówność bruku zatrzymała go dosłownie na granicy drugiego kwadratu), przystawała, nieruchomiała na chwilę, w mroku podobna do różowego flaminga, po czym powolutku przybliżała nogę do kamienia, oceniając odległość, która dzieliła ją od trzeciej przedziałki".[3]

 

            Historia zaczyna się od Madeleine, kobiety jak z dziewiętnastowiecznych francuskich powieści Alexandra Dumasa syna czy Emila Zoli. Doświadcza ona jednak łaski miłości - łaski i rozgrzeszenia, bo przecież na początku był chleb. Jest to miłość uświęcona przez Boga, całkiem zgodna z Jego wolą.

 

"nie wiem, czy to ta historia, gdzie na końcu zawsze jest ślub.

wolałbym, żeby to był początek albo receptura

(nie mylić z poezją) - jak kupić miłość za kromkę chleba".

 

Madeleine musi nauczyć się gotować

 

Madeleine pachnie więc kwiatem henny, bo henna ma zapach Raju, a podczas obrzędów ślubnych ornament wyrysowany za jej pomocą, ozdabiający dłonie panny młodej, ma przynieść szczęście, zdrowie, miłość, powodzenie i ochronę przed złymi mocami.

            Odtąd wszystko się zmienia, zaczyna od początku; wszystko trzeba odkryć na nowo, wszystkiego uczyć z niewinnością dziecka. Następuje trudny i cierpliwy proces przyswajania nowego świata - uczenie się gotowania, piękna, spokoju, poezji, muzyki; choć czasem powracają koszmary, odnawiają się tęsknoty, każda prosta czynność - nucenie piosenek, zrywanie liści, patrzenie w niebo, rozpalanie ogniska - przybliżają do otwarcia się                   i zaakceptowania szczęścia. I na wzór romantyczny, z całą radością, do której powoli dochodzi, koreluje przyroda, na każdym stopniu towarzysząca zdrowieniu i pierwotnemu spokojowi dobrego życia. Gra w klasy, tak bliska dziewczęcej beztroski, to ostatni wysiłek, który dopełnia wcielenia.

 

Yuki

 

"Jak już się kocha, to powinno się kochać wszystko, przełyk i wątrobę, i jelita. A może nie kocha się ich po prostu dlatego, że to nie jest w zwyczaju; gdyby się widziało te części ciała tak, jak się widzi ręce, ramiona i twarz, może by się je też kochało; ja myślę, że rozgwiazdy lepiej się muszą kochać niż ludzie, kładą się na plaży w słońcu i wysuwają żołądek na wierzch, żeby się przewietrzył, i każdy go może zobaczyć; ciekawa też jestem, którędybyśmy wystawiali swój żołądek, przez pępek, czy jak?"[4]

 

            W kolejnym wcieleniu zachwyt nowym światem się nie kończy - do codziennych cudownych odkryć dołączają śnieg, opadające płatki wiśni i puszczanie stroików na wodę. Jest to jednak okres dojrzewania miłości. Z jednej strony dojrzewanie duchowe - wyzbywanie się wszelkich wątpliwości, bólów i lęków niepewności.

 

"choćby słońce osiągnęło największe odchylenie,

równik rąk nas nie rozdzieli".

 

Tanabata

 

Yuki może więc pachnieć teraz mirrą, która po egipsku oznacza wypędzić niestabilność, szaleństwo, czyli oczyszczenie, zapewnia nieśmiertelność, a jej zapach koi i uśmierza ból.

            Jest to także dojrzewanie cielesne - miłość staje się fizyczna, przenosi się na poziom somatocentryczny. Najważniejszą figurą, niosącą największy ładunek emocjonalny, są tu włosy - źródło piękna, kobiecej siły, melancholii i świętości.

 

Bianka

 

"I jeśli całujemy się aż do bólu - jest to słodycz, a jeżeli dusimy się w krótkim, gwałtownym, wspólnie schwyconym oddechu - ta sekundowa śmierć jest piękna".[5]

 

            Ten niezwykły element dziewczęcego wdzięku, jakim są włosy, pozostaje niezmienny także w następnym wcieleniu - tu właśnie jako oznaka świętości, jak u Siervy Marii de Todos los Angeles, jej jasna aureola.

            Jasność jest zresztą - zgodnie z nowym imieniem - najistotniejszym przewodnikiem po tej części. Jeśli przyjąć konstrukcję dramatyczną, znajduje się tutaj punkt kulminacyjny, a całe dobro jest zebrane pod każdą możliwą postacią - jasność, światło, słońce, śnieg, dzień, poranek, gwiazdy, księżyc, ognisko, ciepło, rozgrzewanie, rozświetlanie, błyszczenie, oświecanie, czystość.

            Szczęście i miłość odsłaniają swoją pełnię, a w kochankach pulsuje cały spokój, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i oddania we wszechświecie.

 

"jeśli krawędzią śmierci jest krawędź jej warg,

zawsze będę czuł się bezpieczny".

 

luty

 

Bianka jest zatem jak aloes - łagodzi wszelkie dolegliwości, przyspiesza gojenie otwartych ran, wzmacnia w stanach osłabienia i po długich, wycieńczających chorobach.

 

Rose

 

"Całkowicie pogrążony był w rękach (zawsze przyciągały go kobiece ręce), chciał dotknąć ich, przesunąć palcami po każdym zgięciu ruchem japońskiego kinezjologa, chciał prześledzić niedostrzegalną linię żyłek, zbadać stan paznokci, poznać linie zagrażające            i wzgórki przychylne z wróżbiarskiego punktu widzenia, posłyszeć szum księżyca, przytykając ucho do wnętrza niewielkiej dłoni, trochę wilgotnej, może od miłości, a może od szklanki z herbatą".[6]

 

            W tym świecie kochankom towarzyszy powszedni romantyzm, który sprawia, że wszystkie drobne codzienne czynności nabierają cech magicznych - leżenie w łóżku, czułość, obserwowanie zachodów słońca; całe szczęście to bycie razem.

 

"a ja chcę cię tylko nosić na rękach,

choćby nie wytrzymywały mięśnie, wszystkie

poza sercem".

 

(Rose)jaśnienie

 

Zapach Rose to zapach drzew granatowych - ich owoc jest symbolem miłości, wzmacnia pracę serca, przeciwdziała chorobom, poprawia ukrwienie i przepływ krwi w mięśniu sercowym.

            Ręce mają jeszcze inną funkcję - jako narzędzie wróżebne pozwalają zajrzeć               w przyszłość, a wrażliwy podmiot liryczny potrafi ją odczytać i dokładnie wie, jakie linie na nich czekają. W kolejnych tekstach jasności jest coraz mniej - słońce zachodzi, światło gaśnie, ale w tym też nie ma przypadku. Wszystko zdaje się przeznaczone, zdaje się czekać tylko na wypełnienie - "wszystko zaczęło się dlatego, że wszystko musiało się skończyć"[7]. Wszystko się więc kończy, wszystko - poza miłością.

 

Rebeka

 

"W inne noce pisał do niej pełne żalu listy, których fragmenty wrzucał następnie do wody płynącej nieustannie ku niej. I tak mijały mu najcięższe godziny".[8]

 

            Podmiot liryczny - czy też główny bohater - już na początku przedstawia siebie jako artystę (pisarza, poetę, barda), jest więc osobą wrażliwą, podatną na wewnętrzne przeżycia, czasem nawet sprzeczne, osobą typu Horacio Oliveiry, który "specjalizował się                      w zaprzepaszczonych sprawach. Najpierw zaprzepaścić coś, a potem uganiać się za tym jak wariat".[9]

            W tej części wcześniejszy silny motyw znajduje swoje zaprzeczenie; zamiast światła - ciemności i cienie, a jasność przybiera gwałtowne formy bólu lub pustki.

 

"- nie mogę zasnąć, nie chcę znowu przeliczać owiec,

skoro co wieczór, razem ze słońcem, odchodzi przynajmniej jedna.

Rebeko, kocham cię, wierzę i myślę, że czas zasadzić nową latorośl".

 

Z listów do Rebeki (oczekiwanie)

 

Rebeka - albo może tylko listy do niej - to zapach nardu stosowanego w leczeniu histerii oraz zaburzeń neurologicznych, jego palenie jest bardzo korzystne w stanach nadmiernego pobudzenia emocjonalnego oraz w bezsenności, a energia, promieniując siłą i opanowaniem, umiejscawia w wewnętrznej rzeczywistości. Pisanie listów jest bowiem ukojeniem, uspokojeniem, ale także czekaniem na powrót.

 

"A może Eden, tak jak go tu sobie wyobrażają, jest mitopoetycznym odbiciem jakichś zalążków dobrych chwil, które pozostały w nieświadomości".[10]

 

            Światy równoległe Arkadiusza Kwaczka są pełne takich dobrych chwil. To historia     o doskonałej miłości, jaką każdy chciałby mieć, bo przecież

 

"można być

szczęśliwym tylko na moment i nigdy

w tej chwili".

 

(Rose)jaśnienie

 

Iga Reczyńska



[1] J. Cortazar, Gra w klasy, Warszawa 2005, s. 513.

[2] Pieśń nad pieśniami 4, 12-15.

[3] J. Cortazar, Gra w klasy, Warszawa 2005, s. 389.

[4] J. P. Sartre, Intymność, [w:] Mur, Warszawa 1989, s. 48.

[5] Ibidem, s.45.

[6] Ibidem, s. 474.

[7] Ibidem, s. 252.

[8] G. G. Marquez, Miłość w czasach zarazy, Warszawa 2004, s. 116.

[9] J. Cortazar, Gra w klasy, Warszawa 2005, s. 230.

[10] Ibidem, s. 611.

Powrót


książka nagrodzona "Dodatkową recenzją" za najlepszy tomik 2014