• 31 Maj 2016

everyman

Łukasz Kuźniar

  • Miejsce i data wydania:
    Warszawa 2013
  • ISBN:
    978-83-64530-00-5
  • Format:
    130x210 mm
  • Ilosc stron:
    58
  • Rodzaj:
    poezja
  • Oprawa:
    miękka ze skrzydłami
  • Sugerowana cena:
    15,- zł
  • Gdzie kupić:
    napisz do nas

Everyman jest pierwszą nagrodą w I Ogólnopolskim Konkursie na Tomik Wierszy Duży Format. Jednocześnie debiutem Łukasza Kuźniara.

We wstępie do książki Jerzy Beniamin Zimny napisał:

Debiut książkowy dla młodziutkiego poety jest dużym wydarzeniem. Wydarzeniem emocjonalnym nie mniejszym, niż satysfakcja z tego, że zostało się zauważonym i to w tak ważnym konkursie przy bardzo licznej konkurencji. Łukasz Kuźniar pisze zaledwie kilka lat, a już włada poetyckim językiem z niebywałą wprawą. Każdy wiersz, co daje się zauważyć, jest wyważony emocjonalnie, pozbawiony patosu, egzaltacji i mentorstwa, co u młodego poety jest rzadko spotykane. Prostota wypowiedzi jest pozorna, albowiem jeśli wgłębić się w materię utworów, wyłania się klarowny, niebanalny obraz, przy czym w znacznym stopniu nowatorsko szkicowany krótką rytmiczną frazą.  Zważywszy na wiek autora, zaskakuje on zmysłem obserwacyjnym nie gorszym niż zmysł dojrzałego człowieka. Kuźniar pisze wprost z obserwacji, językiem komunikatywnym, przy czym w komunikacie odsyła czytelnika do nowych wyznaczników przedmiotu rozważań. Nie są to zamienniki, lecz w czystej postaci nowe odniesienia z pominięciem elementów surrealizmu czy powstrzymanie się przed pokusami neologizmu. A już daleki jest od efekciarstwa językowego. Łukasz Kuźniar swojemu podmiotowi lirycznemu nadał cechy średniowiecznego Everymana, lecz nieco inaczej niż przedstawiane to było w moralitetach.  Bohaterowie Kuźniara to ludzie z ulicy balansujący miedzy dobrem i złem. Więcej, autorowi chodzi o to, aby czytelnik miał możliwość wyboru, utożsamiał się z bohaterem, sam uczestniczył w scenie dramatu toczącego się w wierszu. Nie może to być bohater Franza Kafki, Mickiewiczowski Konrad, ani Pascalowska trzcina. Także bohaterowie Kartoteki Różewicza anonimowi, bez określonego wieku i miejsca pobytu. Everyman Kuźniara to człowiek anno domini 2013, nowy obserwator, mówca, trybun, ale bez atrybutów wyroczni, czy stawiający pytania kierowane do czytelnika w celu podjęcia przez niego działania w określonym celu, wyboru między dobrem i złem, jak to miało miejsce w średniowiecznych dramatach.  Długo zastanawiałem się czy tytuł tomiku nie jest nadużyciem w stosunku do pomieszczonych w nim wierszy?  Po ich lekturze doszedłem do wniosku, że jest udaną próbą transformacji wartości sprzed kilku wieków do współczesności.  I to znajduje potwierdzenie w wierszach. Na moje pytanie o inspiracje poeta odpowiedział, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najczęściej są to wydarzenia z teraźniejszości bądź przeszłości. Wydarzenia, które odcisnęły piętno, zostawiły trwały ślad w pamięci, które od wewnątrz rozsadzają, bolą, przypominają co rusz o sobie. Credo literackie, którym się kieruje, to pisanie w zgodzie ze sobą, z tym, co jest, było bądź się wydarzy, nie uciekając zanadto w fikcję literacką, w rejony surrealizmu. To także nie być patetycznym, wzniosłym, napompowanym. Trafiać słowem i w słowo tak, aby odcisnęło choćby milimetrowy ślad w czytelniku. Wiersze zawarte w tomiku są takim właśnie zapisem prawdy, a podmiot liryczny ani na moment nie przywdziewa maski, jest autentyczny i co najważniejsze, za sprawą Everymana, prezentuje czytelnikowi pewne uniwersalizmy nie do podważenia. Dojrzały to debiut i prezentujący wysoki poziom artystyczny.

 

Wstęp

Debiut książkowy dla młodziutkiego poety jest dużym wydarzeniem. Wydarzeniem emocjonalnym nie mniejszym, niż satysfakcja z tego, że zostało się zauważonym i to w tak ważnym konkursie przy bardzo licznej konkurencji. Łukasz Kuźniar pisze zaledwie kilka lat, a już włada poetyckim językiem z niebywałą wprawą. Każdy wiersz, co daje się zauważyć, jest wyważony emocjonalnie, pozbawiony patosu, egzaltacji i mentorstwa, co u młodego poety jest rzadko spotykane. Prostota wypowiedzi jest pozorna, albowiem jeśli wgłębić się w materię utworów, wyłania się klarowny, niebanalnyobraz, przy czym w znacznym stopniu nowatorsko szkicowany krótką rytmiczną frazą.  Zważywszy na wiek autora, zaskakuje on zmysłem obserwacyjnym nie gorszym niż zmysł dojrzałego człowieka. Kuźniar pisze wprost z obserwacji, językiem komunikatywnym, przy czym w komunikacie odsyła czytelnika do nowych wyznaczników przedmiotu rozważań. Nie są to zamienniki, lecz w czystej postaci nowe odniesienia z pominięciem elementów surrealizmu czy powstrzymanie się przed pokusami neologizmu. A już daleki jest od efekciarstwa językowego. Łukasz Kuźniar swojemu podmiotowi lirycznemu nadał cechy średniowiecznego Everymana, lecz nieco inaczej niż przedstawiane to było w moralitetach.  Bohaterowie Kuźniara to ludzie z ulicy balansujący miedzy dobrem i złem. Więcej, autorowi chodzi o to, aby czytelnik miał możliwość wyboru, utożsamiał się z bohaterem, sam uczestniczył w scenie dramatu toczącego się w wierszu. Nie może to być bohater Franza Kawki, Mickiewiczowski Konrad[A1] , ani Pascalowska trzcina. Także bohaterowie Kartoteki Różewicza anonimowi, bez określonego wieku i miejsca pobytu. Everyman Kuźniara to człowiek anno domini 2013, nowy obserwator, mówca, trybun, ale bez atrybutów wyroczni, czy stawiającypytania kierowane do czytelnika w celu podjęcia przez niego działania w określonym celu, wyboru między dobrem i złem, jak to miało miejsce w średniowiecznych dramatach.  Długo zastanawiałem się czy tytuł tomiku nie jest nadużyciem w stosunku do pomieszczonych w nim wierszy?  Po ich lekturze doszedłem do wniosku, że jest udaną próbą transformacji wartości sprzed kilku wieków do współczesności.  I to znajduje potwierdzenie w wierszach. Na moje pytanie o inspiracje poeta odpowiedział, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najczęściej są to wydarzenia z teraźniejszości bądź przeszłości. Wydarzenia, które odcisnęły piętno, zostawiły trwały ślad w pamięci, które od wewnątrz rozsadzają, bolą, przypominają co rusz o sobie. Credo literackie, którym się kieruje, to pisanie w zgodzie ze sobą, z tym, co jest, było bądź się wydarzy, nie uciekając zanadto w fikcję literacką, w rejony surrealizmu. To także nie być patetycznym, wzniosłym, napompowanym. Trafiać słowem i w słowo tak, aby odcisnęło choćby milimetrowy ślad w czytelniku. Wiersze zawarte w tomiku są takim właśnie zapisem prawdy, a podmiot liryczny ani na moment nie przywdziewa maski, jest autentyczny i co najważniejsze, za sprawą Everymana, prezentuje czytelnikowi pewne uniwersalizmy nie do podważenia. Dojrzały to debiut i prezentujący wysoki poziom artystyczny.

 

Jerzy Beniamin Zimny


 [A1]Kordiana napisał Słowacki, Mickiewiczowski był Konrad

 

Skamielina

 

Wolę, gdy jesteś w pikselach, w punkcie
między kliszami. Zarejestrowane widmo.

Wtedy czuję się bezpiecznie. Miejsce po tobie

jest zajęte przez pęczki niespisanych wierszy,
które chcą się wykluć, urosnąć i wyfrunąć,
jak gołębie mieszkające w balkonowej niszy.

Od wschodu płaskowyż gwaru. I szybko
bijące uliczne serce albo moja skamielina.

Mam insygnia władzy, więc mogę zabijać.

 

Everyman

Nigdy nie mówisz po imieniu. Ale dziś przeskakujesz
rozchylone uda i stawiasz kropkę nazywając misiaczkiem.

Czemu zawdzięczam to deminutivum? Czy piękniej
skrzyżowałem stopy, wyostrzyłem wzrok? A może to on –
niebieski polar z lumpeksu? Dla ciebie już nie noszę spodni
w kratkę i pedalskiego kapelusza. Wiem, że nie lubisz,
gdy bywam solą w oku, kwasem na języku, uciskiem aorty.
Na mieście o mnie mówią: grafoman z psem i nadwagą.
Nigdy po imieniu.

 

Rzeszów, 08 IV 2012

 

Nie każdy ponad każdym

 

Dowiedziawszy się o zwycięstwie Łukasza Kuźniara (rocznik ’91) w I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim Dużego Formatu, którego pokłosiem miało być opublikowanie debiutanckiego zbioru wierszy, ową decyzję Jury przyjąłem, przyznaję, z dużą dozą sceptycyzmu.  Młody poeta, stawiający ledwie pierwsze kroki na ścieżce niejednokrotnie prowadzącej do autodestrukcji, zamiast szlifować warsztat miał być poddany operacji wydrukowania swoich, rzekłbym, pierwszych dobrych wierszy, które ani nie zdążyły jeszcze okrzepnąć, ani ulokować pokoiku w zbiorowej świadomości czytelników. Bowiem debiut niepoprzedzony ważniejszymi publikacjami (jak czytamy w notce Kuźniara –  autor publikował przede wszystkim na portalach poetyckich typu nieszuflada oraz liternet) często jest jak dziecko we mgle; miota się, by w końcu stracić niemalże całą energię na dotarcie do czytelników i przekonanie ich o swoich racjach, uprzednio nie dając o sobie znać na turniejach jednego wiersza czy warsztatach (Kuźniar został wyłowiony przez Biuro Literackie i dokooptowany do projektu „Połów” w roku 2012, lecz zrezygnował z tego wyróżnienia nie pojawiając się wśród nominowanych w siedzibie BL). Niemniej, w moim przekonaniu, późniejsze zwycięstwo Kuźniara w konkursie na tomik było i tak brutalnym zahamowaniem jego rozwoju. Gdy jednak
w końcu sięgnąłem po tytuł „Everyman” moje zdanie nieco zmieniło się, lecz
w międzyczasie pojawiły się inne wątpliwości.

 

Zanim jednak przejdę do sedna sprawy, chciałbym zatrzymać się na powierzchni, mianowicie oprawie książki. Tutaj należy pochwalić Fundację Duży Format za profesjonalne wydrukowanie tomiku. W czasach permanentnego kryzysu poezji często trudno o przyzwoicie opublikowany zbiór. W przypadku debiutu Kuźniara mamy do czynienia z dobrze wykonaną robotą, a żywię przeświadczenie, iż do myślenia obrazami zobligowany jest nie tylko poeta, lecz również sztab osób pracujących na jego środowiskowy sukces (pisząc sztab mam na myśli jeno kilka nazwisk umieszczonych w stopce). Toteż gdy otrzymałem tomik cieszący oko,
a zarazem przyjemny w dotyku, automatycznie wzrosło moje zainteresowanie publikacją.

 

„Everyman” nasuwa konotacje z bohaterem „Procesu” Franza Kafki – Józefem K. Bohater Kuźniara, podobnie jak K., jest uosobieniem „każdego”. To przeciętny podmiot liryczny, któremu autor powierza zadanie opowiedzenia o tejże przeciętności, słowem: zaświadczenia
o tym, co jest zwykłe oraz polegające na potwierdzeniu statusu przypadkowości i przeciętności poety w aktualnej przestrzeni publicznej. W tytułowym wierszu (str. 23) pada takie oto zdanie: (…) Na mieście o mnie mówią: grafoman z psem i nadwagą. Nigdy po imieniu[1], jakby Kuźniar bronił się przed namaszczeniem, traktowaniem inaczej ze względu na to, co robi. Według autora teksty te, oczywiście nie w sensie technicznym, mógłby napisać każdy, tylko splot różnych okoliczności sprawił, iż napisał je on. Wobec takiego postawienia sprawy warto zadać sobie następujące pytania: czy umniejszanie własnej roli może wyjść poecie na dobre? Zważywszy na pedantyczne wręcz datowanie utworów przez Kuźniara, niejako potwierdzające przypadkowość jego zajęcia? Uważam, że jak najbardziej, kiedy autor posługuje się naszym językiem. Bowiem w parze ze zwykłością postawy winien iść zwykły język. I to u Kuźniara ma w większości miejsce. Wszak wartości są uniwersalne, a zadaniem autora omawianego zbioru nie jest li tylko opiewanie języka, znajdującego się w danej rzeczywistej sytuacji – lecz  jest, jak dowiadujemy się z lektury, wybranie z katalogu uniwersum tych wartości, których
w danym momencie brakuje, a co za tym idzie: przypomnienie o ich poczesnym umiejscowieniu w nas samych. Aczkolwiek mimochodem, nie narażając się na śmieszność.

 

Liryka Kuźniara jest przykładem umiejętnego balansowania między dosłownością
a hermetycznością. To zderzanie się diafragmy i mikrotkanek z drzewami na trumnę, które rosną szybciej[2]nie tylko zastanawia, co wybija z poczucia oczywistości. Poszukiwanie złotego środka jako wyraz obsesji tegoż poety, czy może przeciwnie: akceptowanie sytuacji, w której to złoty środek sam mu się narzuca? Słowem: więc jak to jest z tym Kuźniarem? Afirmuje komunikatywność i zwykłość poprzez bratanie się z ludem czy jednak tę zwykłość poddaje słownikowej obróbce, nadając jej znamiona nierozpoznawalności, tym samym samemu sobie zaprzeczając wskutek cynicznego uchylania rąbka tajemnicy – nam, maluczkim?

 

Kuźniar nie ingeruje w dramat toczący się w wierszu, lecz prędzej zaprasza do niego czytelnika, zajmując pozycję przypadkowego obserwatora. Zrazu okazuje się, że sytuacja wymyka się prostemu opisowi. Cenne jest więc to, że autor nie doszukuje się tajemnicy na siłę, lecz niejednokrotnie to tajemnica znajduje jego. Następuje wówczas gorączkowe poszukiwanie środków pozwalających zracjonalizować ową niejednoznaczność, przewartościować, stąd wtrącenia słów z różnych terminologii, które mają dokumentować porażki poety ze światem zewnętrznym, jako dobrze znaną nam całością. To wahanie się między niskim (dobrym)
i wysokim (złym) głosem ma jeszcze raz świadczyć o tym, iż liryka Kuźniara jest tylko propozycją jedną z wielu w zamyśle samego twórcy. Mam insygnia władzy i posiadania. Mogę zabijać, ale nie chcę (…)[3] pisze Kuźniar w wierszu „Kancjonał”, i trzeba przyznać, że jest
w tym trochę prawdy. Nie jest więc debiutantem chcącym w swoich wierszach ubliżyć wszystkiemu i wszystkim, którzy go drażnią, bo druga okazja może się nie powtórzyć. Woli dać się wypowiedzieć drugiej stronie, zapytać o zdanie czytelnika, bo i sam jest de facto czytelnikiem rzeczywistości.

 

Gdybym miał jednak dokładniej napisać, o czym traktują pojedyncze wiersze – nie potrafiłbym. Kuźniar nie jest zwolennikiem dokładnego prowadzenia narracji, wobec czego otrzymujemy raczej konglomerat wrażeń, emocji, przemyśleń. Próżno w zbiorze szukać historii poprowadzonych od początku do końca bez odniesień do dalekich skojarzeń. Innymi słowy, wierszy osadzonych w konkretnej sytuacji jest paradoksalnie bardzo mało. Sytuacja jest bowiem punktem wyjścia do zaświadczania o zwykłości/ niezwykłości realności przy użyciu dostępnych w danej chwili środków. Ma więc rację Jerzy Beniamin Zimny, jeden z jurorów konkursu, jak również autor wstępu: Credo literackie, którym [Kuźniar] się kieruje, to pisanie w zgodzie ze sobą, z tym co jest, było bądź się wydarzy (…)[4] Poecie pozostaje jeszcze za tym nadążyć, co czyni z przyzwoitym skutkiem, choć zdarzają mu się językowe wpadki: opiłki chmur, zielone żebra łodyg,  żarłoczna semantyka czułości, to tylko przykłady, w których zabrakło większej inwencji redaktora.

                      

Jak sytuuje się debiut Kuźniara na tle roczników 90-tych? Przyznam, że dosyć mocno, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że tenże debiut byłby jeszcze lepszy, gdyby autor dał sobie czas. Najpierw zaistniał w szeroko pojętym środowisku literackim, bowiem dziś, w rok po debiucie książkowym, niewiele o nim słychać. A szkoda, bo w tym świadczeniu usług na rzecz pojawiających się znikąd obrazów jest metoda.

 

 

Rafał Różewicz

 



[1] Kuźniar Ł., „Everyman”, wyd. Fundacja Duży Format, Warszawa 2013, str. 23

[2] Tamże, str. 12.

[3] Tamże, str. 16.

[4] Tamże, str. 6.

Powrót


ZDJĘCIA